Kiedy petsitting idzie źle

Śmierć podopiecznych

Chyba najbardziej tragiczna historia związana z opieką nad kotem pod nieobecność właściciela jest ta dotycząca Uny i Niuńka. Zwierzęta zostały zamknięte w pralce przez osobę, której zlecono doglądanie ich podczas wyjazdu. Udusiły się.

Historia miała miejsce w 2014 roku i była opisywana w Internecie przez zrozpaczoną właścicielkę kotów. Nie chcę tutaj rozsądzać co się dokładnie stało  i kto powinien ponieść odpowiedzialność. Jednak mogę sobie wyobrazić jak wielki ból i cierpienie musiała odczuwać właścicielka, która zostawiła w domu 6 kotów, a po dwóch dniach wróciła do 4.

Do opieki nad zwierzętami został wynajęty profesjonalista z dużym dorobkiem zawodowym, posiadający działalność gospodarczą. Mimo to zdarzyła się tragedia. Nauka z tej historii płynie taka, by zawsze dokładnie sprawdzić osobę, której powierzamy czworonożnych przyjaciół - zaprosić ją do domu, porozmawiać, zadać dużo pytań i prosić o referencje.

Kot zwariował?

Kolejną historię znam z własnej praktyki. Opisała ją członkini fejsbukowej grupy Zapytaj behawiorystę, którą od kilku lat prowadzę. Zostawiła kota pod opieką znajomego. Kot, do tej pory bezproblemowy, w nowej sytuacji jakby “zwariował”. Atakował znajomego i był tak agresywny, że ten podczas wizyt zasłaniał się przed zwierzęciem miotłą.

Zdezorientowany mężczyzna nie wiedział, co robić. Starał się jak najlepiej wywiązywać z powierzonych obowiązków, ale zwierzę po prostu mu nie pozwalało. Doradziłam, by jak najmniej zwracał na nie uwagę, nie nawiązywał kontaktu wzrokowego, wykonywał tylko niezbędne czynności i jak najszybciej wychodził.

Nagła “zmiana charakteru” kota wobec obcej osoby nie jest niczym dziwnym. Wiele kotów tak reaguje nieznane zapachy, dźwięki, za tym bardziej człowieka. Aby uniknąć tego typu sytuacji, należy na długo przed wyjazdem zapoznać kota z nowym opiekunem, aby mógł się z nim się oswoić.

Rozwydrzenie

Z poniższym problemem miałam do czynienia kilka razy. Osoba zostawiła kota pod opieką kogoś z rodziny i kot zmienił się w rozwydrzone dziecko. Nauczył się uporczywie miauczeć i wymuszać w ten sposób jedzenie, zabawę, a nade wszystko uwagę człowieka.

Jeśli jakieś zachowanie przynosi kotu szybką korzyść (miauczenie = posiłek), to zwierzę będzie je chętnie powtarzało. Wystarczy raptem kilka powtórzeń w trakcie dnia czy dwóch i mruczek robi się nieznośny.

Znajomi, poproszeni o opiekę nad kotem, czasami z przymrużeniem oka traktują nasze zalecenia. Bywa, że uważają się za lepszych znawców kociej natury i postępują z naszym mruczkiem według własnego widzimisię. Stąd późniejsze kłopoty.

Warto zawczasu wytłumaczyć, że bardzo nam zależy na przestrzeganiu konkretnej dyscypliny względem kota. Jeśli znajomy, sąsiadka czy teściowa tego nie rozumieją - warto poszukać innej osoby. Sprawdź także ten artykuł z poradami, jak poznać, że kota coś boli.

Historie z happy endem

Dużo hałasu o nic

Sama miałam okazję zajmować się pewnym kocurkiem, którego opiekunowie wyjechali na Sylwestra. Obawiali się, że kot źle zniesie hałas związany z wybuchami sztucznych ogni, poprosili więc, bym do niego przyjechała.

Dołożyłam wszelkich starań, by ograniczyć kotu stres: zasłoniłam okna, włączyłam telewizor, urządziłam mruczkowi sesję zabaw. O północy, gdy zaczęły strzelać fajerwerki, kot sprawiał wrażenie zupełnie wyluzowanego. Nie interesował się całym zamieszaniem, za to chętnie zjadł przygotowany dla niego posiłek. Moja “misja” zakończyła się sukcesem.

Pomoc behawioralna

Czasem opieka profesjonalisty niesie ze sobą niespodziewane korzyści. Taki przypadek miała moja znajoma. Jest behawiorystą i świadczy usługi catsitterskie. Jeden z jej podopiecznych podczas wyjazdu opiekuna zaczął załatwiać się poza kuwetą. Znajoma postawiła diagnozę i zaproponowała terapię.

Udało jej się uzyskać poprawę do momentu powrotu właścicielki zwierzęcia z wakacji. Później nawiązały stałą współpracę, aby całkowitego pozbycia się problemu. Opiekunka była jej bardzo wdzięczna i cieszyła się, że wybrała do współpracy osobę z kierunkowym wykształceniem.

Nieoczekiwana zmiana

Znam również i taką historię, w której dochodzący opiekun lepiej zajmował się kotem, niż jego faktyczny właściciel. Zwierzak był ogólnie zaniedbany, apatyczny i mało zainteresowany światem. Obdarzony odpowiednią ilością uwagi i czułości - rozkwitł.

Historia ta dobrze się skończyła, gdyż właściciel zauważył zmianę, jaką przeszedł pupil pod jego nieobecność. Postanowił skorzystać z rad udzielonych przez tymczasowego opiekuna. Był za nie bardzo wdzięczny, nie zdawał sobie bowiem sprawy, że tak wiele rzeczy robi źle.

Można więc powiedzieć, że empatyczny, sumienny i lubiący koty “catsitter” jest na wagę złota. Nie musi być profesjonalistą, grunt, by posiadał empatię do zwierząt i można było na niego liczyć. W dużych miastach coraz więcej firm oferuje takie usługi, chociaż stara, dobra pomoc sąsiedzka wciąż trzyma się mocno.

Czy ten artykuł był dla Ciebie pomocny?
Oceń
Dla 98,2% czytelników artykuł okazał się być pomocny