Czy “terapia kotami” ma sens?

Kot - terapeuta

Zacznijmy od tego, że koty kiepsko nadają się na terapeutów. Są to stworzenia o naturze samotnika, czerpiące poczucie bezpieczeństwa z zajmowanego terytorium i znajdujących się na nim zasobów. Nie lubią zmian, szybko się stresują. W przeciwieństwie do psów nie mają tak dużej więzi z człowiekiem, aby traktować go jako przewodnika i czerpać od niego otuchę w kryzysowych sytuacjach.

Kot nie lubi hałasu, zatłoczonych miejsc, intensywnych zapachów. Łatwo ulega przebodźcowaniu. Ceni sobie spokój, znajome twarze i rutynowe zachowania. Przewidywalność wydarzeń daje mu poczucie kontroli. Podróżowanie z kotem celem “leczenia” jest zatem pomysłem, w najlepszym wypadku, dziwacznym.

Leczenie przez drapieżnika

Koty są drapieżnikami. Instynkt łowiecki jest w ich naturze wciąż bardzo silny, mimo trwającego już 10 tysięcy lat współżycia z człowiekiem. Kot jest zatem zwierzęciem nie do końca przewidywalnym i niedającym się w stu procentach kontrolować.

Felinoterapia zakłada kontakt takiego stworzenia z wieloma ludźmi (często dziećmi) w warunkach sporego rozgardiaszu. Dla większości kotów taka sytuacja jest wysoce niekomfortowa, u szczególnie wrażliwych osobników może wywołać agresję i inne niepożądane zachowania.

Czy felinoterapia pomaga?

Sposoby na choroby

Felinoterapia jest często polecana jako rodzaj rehabilitacji dla ludzi z niepełnosprawnościami psychicznymi i fizycznymi. Opinie behawiorystów są na ten temat zgodne: nie jest to dobry pomysł. Koty są zwierzętami delikatnymi - zarówno fizycznie, jak i psychicznie. W przeciwieństwie na przykład do koni - łatwo jest zrobić im krzywdę.

Kocia psychika nie jest przygotowana na częsty kontakt z nieznanym. Kotu nie da się wytłumaczyć, że dany człowiek jest chory i nie panuje nad ruchami ciała czy wydawanymi dźwiękami. Wiele kotów używanych do felinoterapii reaguje w takich warunkach silnym stresem, którego otoczenie często zdaje się nie zauważać.

Nie istnieją rasy predystynowane do felinoterapii. Płeć kota też nie ma tu aż takiego znaczenia, choć wprawne oko potrafi w trakcie zajęć odróżnić kota od kotki. Nawet rasy uznawane ogólnie za przyjazne (takie jak tzw. kot dla alergika - kot syberyjski)  i silnie związane z człowiekiem (np. devon rex, też tak zwany kot dla alergika) nie nadają się do wożenia codziennie w obce miejsca i wystawiane na dotyk kilkudziesięciu rąk. Cena, jaką płacą te zwierzęta, nie jest warta potencjalnych korzyści zdrowotnych, które - swoją drogą - są bardzo dyskusyjne.

“Leczenie kotem” w Polsce

W Polsce każdy może zostać felinoterapeutą, nie ma bowiem żadnych ograniczeń prawnych, które regulowałyby chociażby ścieżkę dojścia do zawodu. W praktyce wystarczy po prostu mieć kota i założyć działalność gospodarczą, nie trzeba nawet posiadać wiedzy na temat schorzeń, które zamierza się leczyć.

Więcej jest sposobów na to, jak rozpoznać płeć kota, niż na to, jak rozpoznać kompetentnego felinoterapeutę. W Polsce trudno takowego znaleźć. W ofercie większości ciężko znaleźć zajęcia, które odbywały się z prawdziwym poszanowaniem kociej autonomii, chociaż - oczywiście - mogłam kogoś przeoczyć.

Kocia terapia w przedszkolach

Współczesne przedszkola wręcz prześcigają się w wymyślaniu coraz to nowych atrakcji dla swoich podopiecznych. I nie ma w tym niczego złego. Zajęcia dodatkowe rozszerzają dziecięce horyzonty, budują ciekawość świata, mogą również rozwinąć w dziecku empatię w stosunku do zwierząt, w tym kotów.

Sposoby na budowanie takiej empatii są różne, tzw. felinoterapia jest najgorszym z nich. W praktyce sprowadza się bowiem do męczenia ograniczonego ruchowo zwierzęcia wbrew jego woli. Na licznych zdjęciach z takowych zajęć widziałam przerażone koty, które próbują uciec od małych rączek, ale są przytrzymywane przez dorosłych.

Ryzyko zranienia dziecka w takich przypadkach jest ogromne. Jako behawiorystę przeraża mnie brak zrozumienia dla mowy ciała kotów, który prezentują niektórzy “felinoterapeuci”. Przykro mi jest również, że jakikolwiek wychowawca małych dzieci może uważać, że miętoszenie bezbronnego zwierzęcia jest czymkolwiek innym, niż lekcją egoizmu i braku wrażliwości na otaczający świat. Sprawdź także ten artykuł z poradami, dlaczego koty mruczą.

Wartościowa felinoterapia

Leczenie w czterech ścianach

Istnieje jednak rodzaj felinoterapii, która naprawdę przynosi pozytywne efekty, nie tylko człowiekowi, ale i kotu. Terapia ta odbywa się w czterech ścianach i ma miejsce zawsze wtedy, gdy opiekun nawiązuje kontakt z kotem, z którym dzieli wspólną przestrzeń.

Liczne badania naukowe potwierdzają, że posiadanie zwierząt, w tym kotów, pomaga ludziom zachować zdrowie, zarówno fizyczne, jak i psychiczne. Głaskanie mruczącego kota wpływa kojąco na nerwy i obniża ciśnienie krwi. Relacja z żyjącą i czującą istotą pomaga ludziom radzić sobie z różnymi rodzajami fobii, depresją, lękiem.

Różnica polega na tym, że “prywatna felinoterapia” odbywa się z poszanowaniem kocich potrzeb, w spokojnej atmosferze i poczuciu zaufania i bezpieczeństwa, a nie na siłę. Kot może w każdej chwili przerwać “zajęcia” i zająć się sobą. W trakcie felinoterapii “wyjazdowej” zwierzęta zazwyczaj są tej możliwości pozbawione.

Fizjoterapia z kotem

Fizjoterapia z udziałem kotów również jest niedobrym pomysłem. Kot jest niewielkim i delikatnym stworzeniem, wrażliwym na dotyk i ból. Tymczasem zdarzają się “terapeuci”, którzy kładą swoich ludzkich pacjentów na kotach celem podniesienia skuteczności masażu. Jest to nic więcej jak znęcanie się nad zwierzęciem i każdy, kto chciałby z takiej usługi skorzystać, powinien mieć tę świadomość.

Istnieją dużo lepsze, mniej inwazyjne i bardziej humanitarne sposoby rehabilitacji, niewymagające zaangażowania zwierząt, trzymanych do tego celu na uwięzi. W walce o własne zdrowie nie powinniśmy zapominać o zdrowiu i dobrostanie innych czujących istot.

Czy ten artykuł był dla Ciebie pomocny?
Oceń
Dla 89,6% czytelników artykuł okazał się być pomocny