Inspiracja ze Wschodu

Pierwsi byli Tajwańczycy


Pierwsza kocia kawiarnia na świecie powstała pod koniec lat 90. XX wieku w Taipei, stolicy Tajwanu. Nosi nazwę Cat Flower Garden i działa po dziś dzień. Pomysł okazał się strzałem w dziesiątkę i wkrótce tego rodzaju lokale zaczęły wyrastać jak grzyby po deszczu.

Założenie tego rodzaju przybytków było takie, że człowiek może w nich zjeść czy wypić coś dobrego w towarzystwie mieszkających tam kotów. W zależności od wielkości lokalu zwierząt mogło być kilka lub kilkanaście. Jego wystrój musi być przystosowany do potrzeb gatunkowych rezydentów.

Później Rosjanie

Pierwszą kocią kawiarnią w Europie była Kocia Republika. Powstała w 2011 roku w Sankt Petersburgu. Na jej terenie mieszkało 25 kotów. Kawiarnia wciąż funkcjonuje, stanowi część Muzeum Kotów. Niektórych z jej rezydentów można adoptować.

Idea leżąca u podstawy kociej kawiarni jest słuszna - ma to być miejsce, w którym ludzie i koty poznają się nawzajem. Jest doskonałym wyjściem dla miłośników tych zwierząt, którzy z jakichś powodów nie mogą mieć własnego pupila.

Pomaga również zmniejszać bezdomność jako pośrednik między kotem do adopcji a przyszłym opiekunem. Fakt, że możemy obserwować dane zwierzę w warunkach zbliżonych do domowych, a nie w schroniskowej klatce, zwiększa szansę na nawiązanie więzi, a tym samym na adopcję.

Problemy kocich kawiarni

Niewiedza założycieli

Jednym z pierwszych i być może ważniejszych problemów kocich kawiarni jest to, że nie trzeba specjalnych uprawnień, żeby założyć taki biznes. To znaczy trzeba spełniać wymagania sanepidu dotyczące higienicznej sprzedaży żywności, ale nie trzeba się legitymować wiedzą na temat kotów i ich potrzeb.

W mojej ocenie jest to niebezpieczna luka w prawie. Może doprowadzić do tego, że koty nie będą miały odpowiednich warunków do życia lub ich potrzeby nie będą spełniane. Nie wyobrażam sobie, aby za takie przedsięwzięcie brali się laicy, którzy do tej pory nie mieli z kotami do czynienia, jednak polskie przepisy to umożliwiają.

Niewłaściwe zachowanie gości

Niestety, niewłaściwe zachowanie gości dało się we znaki wielu kocim kawiarniom. Założycielka Miau Cafe, jednej ze starszych kocich kawiarni w Warszawie, musiała z tego powodu wprowadzić zmiany w regulaminie placówki.

Najpierw ograniczyła możliwość przychodzenia z dziećmi do jednego dnia w tygodniu. W końcu całkowicie zakazała wstępu osobom poniżej 13 roku życia. Ta decyzja spotkała się z wielkim oburzeniem internautów. Dla osób, które znają i rozumieją potrzeby kotów, jest jak najbardziej uzasadniona.

Koty nie lubią hałasu, natarczywego dotyku, narzucania się. Małemu dziecku trudno to wszystko wytłumaczyć. Z natury bada ono granice i sprawdza, na co może sobie pozwolić. Kot jednak tego nie rozumie. Nie powinien być narażony na natarczywe głaskanie, łapanie za ogon, noszenie na rękach wbrew woli. Ograniczenie wiekowe przy wstępie do kociej kawiarni zapobiega stresowi ludzi i zwierząt. Sprawdź także ten artykuł na temat 8 rzeczy, których nie wiesz o kotach.

Kwestie moralne

Można się zastanawiać, czy trzymanie kotów w hałaśliwych, wypełnionych różnorakimi zapachami lokalach blisko ruchliwych ulic jest w ogóle humanitarne. Obrońcy zwierząt podnoszą, że koty w kawiarniach są trzymane tylko po to, by napędzać ruch, a tym samym zwiększać zyski właścicieli.

Kocia kawiarnia pełna kotów oraz informacje o kocich kawiarniach, na czym to polega
Kocie kawiarnie to miejsca, gdzie można odpocząć w otoczeniu mruczących kociaków

Niektóre organizacje prozwierzęce są przeciwko tego rodzaju placówkom. Inne decydują się na współpracę i przekazanie im kotów ze względu na braki lokalowe i finansowe. Problem bezdomności kotów w Polsce jest zatrważający. Permanentnie brakuje domów tymczasowych, w których koty mogłyby - w odpowiednich warunkach - czekać na docelowego opiekuna.

Napychanie kabzy kosztem zwierząt?

Biznes

Kocie kawiarnie nie są jednak, wbrew pozorom, super lukratywnym biznesem. Pandemia dała im się mocno we znaki, jak zresztą całej branży gastronomicznej. Przeciętna kawa nie kosztuje w nich dużo więcej, niż kawa w placówkach bez zwierząt. Za to koszty utrzymania są wyższe.

Żwirek, karma, rozmaite akcesoria, drapaki, siatki na okna - to wszystko trzeba kotom zapewnić. A także specjalne, osobne pomieszczenie na toaletę i “miejsce odosobnienia” dla zwierząt. To wszystko zmniejsza dochody placówki

Chodzić czy nie chodzić?

Przyznam bez bicia, że byłam w dwóch kocich kawiarniach w Warszawie. W obu koty nie wydawały się specjalnie zestresowane. Miały zapewnione optymalne warunki i było widać, że są panami tych miejsc i to ludzie muszą się do nich dostosować.

Czy bojkotować kocie kawiarnie? Trudno mi jednoznacznie odpowiedzieć. Myślę, że wszystko zależy od konkretnej placówki. Jestem w stanie zrozumieć argumenty kolegów po fachu, którzy mówią, że kocie kawiarnie to kolejny sposób na osiąganie korzyści kosztem słabszych istot. Że nie są to idealne miejsca do poznawania kocich zwyczajów, bo mieszkające tam zwierzęta nie zachowują się do końca naturalnie.

Pozwolę sobie pozostawić decyzję o tym, czy iść do kociej kawiarni czy nie, czytelnikom. Apeluję jednak o zapoznanie się z regulaminem, który każda tego typu placówka powinna mieć i przestrzeganie zamieszczonych w nim zasad.

Czy ten artykuł był dla Ciebie pomocny?
Oceń
Dla 0,0% czytelników artykuł okazał się być pomocny