Myśliwy i ofiara

Zjeść, ale nie zostać zjedzonym


Dwoma najważniejszymi dzikimi instynktami, które kot domowy nadal przejawia, to z jednej strony instynkt myśliwego (i wszystkie związane z tym konsekwencje, o których opowiem później), z drugiej strony instynkt ofiary, z którego wynika ogólna ostrożność kota, a nawet tendencja do lękliwości.

W naturze niewielkich rozmiarów żbik (przodek kota domowego) był myśliwym, spędzającym do 3 godzin dziennie na polowaniu, ale także mógł łatwo paść łupem większego drapieżnika. Z jednej strony przejawiał bardzo silne zachowania łowieckie, motywujące go do łapania zdobyczy nawet bez odczuwania głodu, z drugiej - nieustannie zachowywał czujność i wypatrywał potencjalnych zagrożeń.

Przełożenie na domowego pupila

Koty, które mieszkają w naszych domach, nadal mają silny instynkt łowiecki, nawet jeśli nigdy w życiu naprawdę nie polowały. Zachowania łowieckie uruchamiają się automatycznie, szczególnie wtedy, gdy kot jest głodny. Niezaspokojenie potrzeb związanych z polowaniem powoduje dużą frustrację i może być przyczyną zaburzeń zachowania, np. polowania na ręce czy nogi opiekuna.

Z kolei pamięć o byciu ofiarą w naturze każe kotu unikać wszystkiego, co może być uznane jako zagrożenie oraz maskować zły stan zdrowia, by nie zwracać na siebie uwagi potencjalnych agresorów. W praktyce oznacza to, że powinniśmy zapewnić kotu odpowiednią ilość kryjówek w mieszkaniu, a także badać go regularnie minimum raz do roku, by monitorować jego faktyczny stan zdrowia.

Jedzenie mięsa

Obligatoryjny mięsożerca, surojad

Dziki przodek kota domowego jadł wyłącznie mięso i tłuszcz, bez dodatku węglowodanów. Wynikało to z obfitości myszy i innych małych gryzoni na terenach przez niego zamieszkiwanych. Organizm kota przystosował się do pozyskiwania glukozy (paliwa dla organizmu) z białka, w przeciwieństwie na przykład do psów czy ludzi.

Fakt przebywania na obszarach suchych dodatkowo spowodował, że koty nauczyły się niejako “produkować” wodę w procesie trawienia. Dzięki temu żbik pustynny nie musiał prawie w ogóle pić i był niezależny od dostępności wodopojów.

Przełożenie na domowego pupila

Badania wykazują, że współczesny kot domowy nabrał nieco umiejętności trawienia węglowodanów pod wpływem podawania mu takiej karmy przez człowieka, ale nadal nie potrafi on przystosować się do wysokowęglowodanowej karmy w takim stopniu, jak pies. Zatem prawidłowa dieta domowego mruczka powinna się składać z białka i tłuszczu.

Dodatkowo domowe mruczki nadal nie mają nawyku picia z miski, a już na pewno nie w pobliżu źródła pokarmu. Są “przyzwyczajone”, że ich organizm nawodni je sam. Dzieje się tak faktycznie, jeśli kot jest karmiony wysokiej jakości mokrą karmą, ale jeśli je głównie karmę suchą, cały mechanizm przestaje funkcjonować. Zdolność wytworzenia wody z suchej karmy o wilgotności 8% jest znikoma. Taka sytuacja zagraża nerkom zwierzęcia.

Samotny tryb życia

Drugi kot to wróg!

Koty, w przeciwieństwie do psów, nie żyją w stadach i nie potrzebują przedstawicieli własnego gatunku do przetrwania. Kocięta od małego uczą się polowania i zaspokajania pozostałych potrzeb na własną rękę, polegając jedynie na swoich umiejętnościach i doświadczeniu.

Po ukończeniu 3 miesiąca życia koty coraz mniej potrzebują siebie nawzajem i coraz bardziej zwiększają dystans. Samice mogą się co prawda organizować w matriarchalne grupy, ale samce niemal zawsze wiodą samotniczy tryb życia, kontaktując się z innymi kotami jedynie w celach prokreacyjnych.

Kocie ofiary są za małe, aby polować na nie wspólnie i żeby się nimi dzielić, dlatego kot nie potrzebuje towarzystwa do zapewnienia sobie obiadu. Potrzebuje jedynie odpowiednio dużego terytorium wolnego od konkurencji, która mogłaby uszczuplić jego zasoby. Sprawdź także ten artykuł z informacjami, czy koty przywiązują się do ludzi.

Przełożenie na domowego pupila

Domowe mruczki w procesie udomowienia stały się obligatoryjnie społeczne, co oznacza, że mogą żyć z innym przedstawicielem swojego gatunku pod jednym dachem, ale tylko wtedy, gdy wszystkich zasobów jest pod dostatkiem, a terytorium umożliwia zwiększenie dystansu między osobnikami w 3 wymiarach (a więc także wzwyż).

W praktyce oznacza to, że kot nie potrzebuje kociego towarzysza, aby być szczęśliwy, a także to, że każdy nowy kot na terytorium rezydenta wywoła najpierw instynktowną niechęć. Dlatego nigdy nie wolno łączyć kotów od razu, trzeba w tym celu przeprowadzić powolną (minimum czterotygodniową) socjalizację z izolacją.

Dodatkowo mieszkanie musi być tak przygotowane, aby każdy kot miał dostęp do swoich zasobów i nie musiał się niczym dzielić. Chodzi tu o kuwety, miski, zabawki, legowiska, a nawet człowieka i jego zainteresowanie. W domu z dwoma kotami powinny być 3 kuwety rozstawione w różnych miejscach oraz taką ilość pozostałych elementów, by nie wytwarzać sztucznie konieczności rywalizacji.

Znakowanie terytorium

To jest moje!

Dziki kot znaczy swoje terytorium głównie zapachem: moczu, kału, wydzielin z gruczołów feromonowych, ale także wizualnie, poprzez uszkadzanie różnych powierzchni pazurami. Wszystko po to, by przekazać innym, że dany obszar ma już swojego właściciela.

Komunikowanie zapachem odchodów nie jest dla kota “obrzydliwe” ani “obraźliwe”. Jest to po prostu forma przekazania informacji w sposób, jaki jest dla kota dostępny. Ludzie piszą do siebie smsy, koty zostawiają znaczniki zapachowe.

Przełożenie na domowego pupila

Kot zawsze będzie znaczył zapachem obszar, który zamieszkuje. Większość kotów domowych robi to za pomocą feromonów, wydzielanych przez gruczoły zlokalizowane na głowie czy u nasady ogona. Regularnie ocierają się o wystające elementy wystroju, a nawet o człowieka.

Również drapanie jest dla kota domowego bardzo istotne. Zostawia nie tylko znaczniki zapachowe (z gruczołów zlokalizowanych między palcami łap), ale również wizualne oraz dźwiękowe. Kot drapaniem zaznacza zazwyczaj swoje miejsca snu i odpoczynku.

Znaczenie moczem również się w naszych domach zdarza. Gdy już wystąpi, staje się dużym problemem dla opiekunów i trudno się temu dziwić. Znaczenie zawsze jednak ma swoją przyczynę - można ją zlokalizować poprzez wizytę u weterynarza i behawiorysty.

Czy ten artykuł był dla Ciebie pomocny?
Oceń
Dla 99,0% czytelników artykuł okazał się być pomocny