Czy kot wpływa na ludzkie zdrowie?

Balsam na nerwy


Badania naukowe potwierdziły, że obcowanie z kotem pozytywnie wpływa na jego właściciela: pomaga zredukować stres, wpływa na obniżenie ciśnienia krwi, ogólnie poprawia nastrój. Australijscy naukowcy bez wątpienia ogłosili, że kociarze cieszą się ogólnie lepszym zdrowiem psychicznym niż ludzie żyjący bez kotów.

“Koci rodzice” dodatkowo rzadziej cierpią na zaburzenia lękowe, spokojniej śpią, są pewniejsi siebie, bardziej optymistyczni, potrafią się lepiej skupić. Ogólnie z optymizmem patrzą w przyszłość. Wierzą, że poradzą sobie z każdą przeciwnością losu.

Booster ogólnego stanu zdrowia

Dzieci, które od małego wychowują się ze zwierzętami (na przykład kotami) rzadziej chorują, rzadziej też cierpią z powodu alergii czy astmy. Regularne obcowanie z kotami pomaga utrzymać niższe ciśnienie krwi, a co za tym idzie - zdrowsze serce. Kociarze nie tak często (w porównaniu do nie - kociarzy) umierają na zawał.

Spekuluje się również, że kocie mruczenie przyspiesza proces gojenia się tkanek i złamanych kości. Badacz z Uniwersytetu Pensylwanii - James Serpell - udowodnił, że opiekunowie kotów rzadziej narzekają na ból pleców, przeziębienia i bóle głowy. Wygląda więc na to, że przedstawiciele gatunku felis catus są dobrzy na wszystko.

Wpływ kota na zdrowie psychiczne

Polepszacz nastroju

Koty z pewnością potrafią polepszyć człowiekowi nastrój. Już samo patrzenie na ich urocze pyszczki, puchate łapki i różowe noski podnosi poziom serotoniny. Do tego wszystkiego należy dodać miłość i przywiązanie, jaką obdarzają nas te zwierzęta.

Nie jest bowiem prawdą, że koty z natury nie lubią i nie potrzebują bliskości człowieka. Potrzebują, tyle że na własnych zasadach. Ich sposób ekspresji bywa ograniczony, co nie zmienia faktu, że są w stanie stworzyć z nami głęboką relację.

A to właśnie relacja, fakt, że mamy w domu wiernego przyjaciela, który będzie z nami na dobre i na złe, ma kardynalny wpływ na nasze samopoczucie. Dzięki kotom czujemy się mniej samotni, bardziej potrzebni, nawet gdy nie posiadamy “ludzkiej” rodziny i dużego kręgu przyjaciół.

Doraźny terapeuta

Psycholog kliniczny Perpetua Neo mówi: Zwierzęta wyczuwają zdenerwowanie opiekuna. A gdy zorientują się, że coś jest nie tak - próbują podnieść nas na duchu. Jakkolwiek w przypadku kotów nie wyciągałabym aż tak daleko idących wniosków, to zgodzę się, że koty często reagują na nasz spadek nastroju.

Płacz, krzyk czy jakiekolwiek inne “nienormalne” zachowanie zazwyczaj alarmuje nasze mruczki. Niektóre wykazują w takich chwilach strach, inne usiłują się zorientować w sytuacji. Podchodzą do nas, ocierają się o twarz, miauczą.

Prawdopodobnie nie zdają sobie sprawy z tego, co w danej chwili przeżywamy, niemniej potrafią zrozumieć, że jest to coś, co zaburza naszą równowagę emocjonalną. Dla wielu ludzi już samo to wystarczy. Przytulamy się do zaniepokojonego kota i cieszymy się, że zdecydował się towarzyszyć nam w trudnych momentach. Sprawdź także ten artykuł z informacjami, czy kot jest zwierzęciem w pełni udomowionym.

Pomoc w związkach

Koty pomagają nam nawiązać relację z innymi ludźmi. Nic tak nie zbliża obcych sobie osób jak rozmowa o ich kotach. Mruczący pupile dostarczają tematów na całe godziny. Tematów, dodajmy, budzących przeważnie pozytywne emocje.

Opiekunowie mogą przy ich pomocy ćwiczyć empatię i zrozumienie wobec drugiej, czującej istoty. Umiejętność ta jest zaś na wagę złota przy realizowaniu kontaktów międzyludzkich. Wyrozumiałość, zdolność współodczuwania, łagodność, troska - to wszystko dajemy zwierzęciu, aby potem móc to dać innym ludziom.

Druga strona medalu

Kot nie zastąpi terapeuty

Kot ma niewątpliwie pozytywny wpływ na stan ludzkiego zdrowia, również na jego kondycję psychiczną. Nigdy jednak nie zastąpi profesjonalnej pomocy psychiatry czy psychologa. Adopcja zwierzęcia nie powinna być więc drogą na skróty, stosowaną zamiast wycieczki do lekarza.

Koty nie są ludźmi. Nie potrafią mówić, nie potrafią myśleć i czuć w ludzki sposób. Ich możliwość pomocy jest ograniczona. Nie należy oczekiwać od nich zbyt wiele. Tego rodzaju sytuacja stanowi niebezpieczne odwrócenie ról, w którym opiekun zależnej od siebie istoty staje się jej podopiecznym.

Felinoterapia

Felinoterapia, w mojej ocenie, również nie jest alternatywnym sposobem leczenia depresji. Jakkolwiek z pewnością znajdą się osoby, które będą ją oceniały pozytywnie, ja obstaję przy swoim negatywnym stanowisku.

Po pierwsze: felinoterapeutą może zostać każdy, nawet ktoś bez żadnego przygotowania psychologicznego. Po drugie: kot nie powinien być traktowany jak lekarz czy cudotwórca. W relacji z silniejszym i bardziej rozwiniętym intelektualnie człowiekiem jest zawsze na słabszej pozycji, którą łatwo wykorzystać.

Czynniki ryzyka

Jeśli cierpisz na zaawansowaną depresję, która sprawia, że nie potrafisz zaopiekować się sam sobą - moim zdaniem nie powinieneś brać kota. Konieczność zajmowania się inną żywą istotą: regularnego karmienia, sprzątania, zabawy, może cię po prostu przerosnąć.

Nie wspominając o obciążeniach finansowych. Karma, żwirek, opieka weterynaryjna, zabawki, lekarstwa - to wszystko kosztuje z roku na rok coraz więcej. Nie warto dokładać sobie takiego obciążenia do i tak już złej kondycji psychicznej. Najpierw należy zaopiekować się sobą, wyjść na prostą, a dopiero potem zaprosić do swojego domu zwierzę.

Czy ten artykuł był dla Ciebie pomocny?
Oceń
Dla 0,0% czytelników artykuł okazał się być pomocny