Guz u kota, czyli diagnozy „przez telefon”

Pewien mały gabinet weterynaryjny (w dużym mieście) otwarty jest przez 11-godzin dziennie. Dwoje lekarzy weterynarii świadczy w nim usługi od 9 do 20, a następnie wybrana osoba dostępna jest pod alarmowym numerem telefonu. Z założenia jest to właśnie numer ALARMOWY, czyli przeznaczony do zgłaszania nagłych wypadków lub konsultacji w sprawie pacjentów leczonych w tym gabinecie. W piątkowy wieczór o godzinie 22.00 rozbrzmiewa głośny dzwonek. Po zgłoszeniu się lekarza, kobiecy głos mówi, że kot ma guza w okolicy brzucha i pyta: “co to jest?”. Pani doktor tłumaczy konieczność wykonania badań i zaprasza na wizytę w sobotę. Głos w słuchawce jest wyraźnie zdziwiony brakiem pomocy, ale niechętnie potwierdza konieczność osobistej wizyty, a później ani kot z guzem, ani jego właścicielka już się nie pojawiają.

Lekarze weterynarii oraz pracujący w lecznicach technicy są gotowi nieść pomoc, gdy zwierzęta ich potrzebują. Nie są jednak w stanie pomagać, udzielając rad przez telefon. Opowieści właścicieli często są nieprecyzyjne, a opisywane przez telefon objawy wyglądają zupełnie inaczej podczas badania klinicznego. Część osób na tendencję do panikowania, a inni właściciele bagatelizują problem, dlatego podczas rozmowy telefonicznej dość łatwo o pomyłkę.

On nie gryzie, czyli o zakładaniu kagańców

Do gabinetu weterynaryjnego zgłasza się studentka z psem. Czworonóg to mieszaniec o dużych rozmiarach, który wydaje się zestresowany i niespokojny. Lekarz weterynarii prosi młodą kobietę o założenie psu kagańca, co nie spotyka się ze zrozumieniem, a jedynie z komentarzem: “jeszcze nikogo nie ugryzł!”. Finalnie, by w bezpieczny sposób przeprowadzić badanie oraz podać leki, konieczne jest nie tylko założenie kagańca, ale przytrzymanie psa przez dwóch techników. Opiekunka jest jednak zniesmaczona, że jej zwierzę zostało “w ten sposób” potraktowane i wystawia negatywną opinię firmie w internecie.

Co właściwie poszło źle? Niestety, opiekunowie często myślą o swoich zwierzętach jako o łagodnych i potulnych stworzeniach. Dopuszczają oni, że ich pupil może być zestresowany, ale łączą to jedynie z dodatkową porcją czułości z ich strony. Strach pupila nie jest przez nich wiązany z możliwością agresywnego zachowania psa! Tymczasem lekarze weterynarii oraz technicy mają doświadczenie w analizowaniu mowy ciała czworonogów oraz przeszkolenie z zakresu bezpiecznego obchodzenia się ze zwierzętami. Prośby o założenie kagańca, założenie rękawic, czy unieruchomienie zwierzęcia służy zapewnieniu bezpieczeństwa wszystkim obecnym w gabinecie, czyli właścicielowi, zwierzęciu oraz personelowi medycznemu. Większość lekarzy weterynarii nie ma w pracy tygodnia bez kilku zadrapań!

Dlaczego tak drogo? Przecież to mały pies!

Do gabinetu weterynaryjnego wchodzi starsza pani z miniaturowym psem. Pyta, ile kosztuje skrócenie mu pazurów. Lekarz odpowiada, że 25 zł. Staruszka podnosi psa i mówi: „Dlaczego tak drogo? Przecież to mały pies!”.

Pies mały, ale łap i pazurów ma tyle samo, co duży! Lekarze weterynarii bardzo często słyszą głośny komentarz swojego cennika, a nawet spotykają się z próbami negocjowania ustalonych cen. Jest to naprawdę zaskakujące zjawisko, które nie jest spotykane podczas prywatnych wizyt u lekarzy, stomatologów lub kosmetyczek.

Opinia publiczna wydaje się sądzić, że lekarze weterynarii powinni pracować „z powołania”, co dla wielu oznacza „za darmo”! Dodatkowo przyjęło się myśleć, że ta grupa zawodowa zarabia duże pieniądze, gdy w rzeczywistości średni zarobek lekarza weterynarii wynosi…. Oznacza to, że duża liczba np. młodych i ciężko pracujących osób, które opiekują się Twoimi zwierzętami, zarabia mniej.

Widok z góry na biurko na którym leży pies, widać kobiece i męskie ręce pokazujące zdjęcie rentgenowskie, co myślą Polacy o przychodniach weterynaryjnych
Diagnozy przez telefon czyli jak właściciele leczą swoje pupile, zabawne historie weterynarzy

Pieniądze zdecydowanie są drażliwym tematem, ale prawda jest taka, że posiadanie psa jest przywilejem i wiąże się z kosztami. Lekarze weterynarii nie zawyżają swoich cen, a za zarobione pieniądze utrzymują swoich pracowników oraz rodziny, tak samo, jak inni przedsiębiorcy. Medycyna weterynaryjna to także biznes, a firma może prosperować tylko, gdy przynosi zyski. Zdarza się jednak, że lekarze weterynarii pozwalają stałym klientom na płacenie kosztów operacji w ratach lub pomagają zorganizować pomoc fundacji. Sprawdź także ten artykuł z informacjami, czy pies musi mieć kaganiec.

Musisz znać się na…. wszystkim!

Kobieta w średni wieku weszła do gabinetu weterynaryjnego z córką oraz kawią domową (świnką morską). Zwierzątko nie jadło! Lekarz weterynarii wykonał podstawowe badanie i stwierdził, że świnka ma najprawdopodobniej przerośnięte zęby trzonowe. Podał także numer telefonu oraz adres innego lekarza weterynarii w tym samym mieście, który specjalizował się w zwierzętach egzotycznych, w tym gryzoniach. Opiekunka zdziwiła się i poprosiła o wykonanie zabiegu na miejscu. Lekarz odmówił, ponieważ nie miał takiego doświadczenia. Pani zapytała jednak, czy mógłby spróbować. Ponownie odmówił, tłumacząc, że w mieście jest osoba zajmująca się tylko takimi zwierzątkami. Pani wyszła bardzo niezadowolona!

Lekarze weterynarii ciągle dokształcają się na szkoleniach oraz konferencjach, by prawidłowo wykonywać swoją pracę. W tym celu coraz częściej wybierają określone specjalizacje i wąskie grupy tematów medycznych. Istnieją już zatem dermatolodzy, okuliści, czy kardiolodzy weterynaryjni. Część osób pracuje z psami i kotami, inni z końmi, a kolejni ze zwierzętami egzotycznymi. Część opiekunów wciąż oczekuje jednak, że każdy lekarz weterynarii udzieli pomocy każdemu zwierzęciu.

To leczenie nic nie daje!

„-Panie, doktorze! Ta nowa karma nic nie daje!” - od takich słów zaczyna się wizyta opiekunów owczarka niemieckiego diagnozowanego w kierunku alergii pokarmowej. Pies od kilku tygodni jest na specjalistycznej diecie hipoalergicznej z hydrolizowanym białkiem. Opiekunowie nie są zatem zadowoleni z efektów dość drogich posiłków. W trakcie wizyty okazuje się jednak, że pies ciągle otrzymuje smaczki podczas spacerów, a mama właścicielki dokarmia go resztkami ze stołu.

Jedynym sposobem na skuteczne leczenie zwierząt domowych jest dobra komunikacja pomiędzy opiekunem a lekarzem weterynarii. Zdarza się, że szwankuje ona z bardzo różnych powodów. Jednym z nich jest brak uczciwości ze strony opiekunów. Ludzie martwią się, że zostaną osądzeni lub po prostu bagatelizują pewne kwestie i np. nie przyznają się, że pominęli kilka dawek leków. W ten sposób trudno uzyskać prawdziwy obraz choroby danego zwierzęcia. Tymczasem, jeżeli Twój pupil nie chce jeść tabletek z daną substancją, lekarz weterynarii może zacząć podawać ją w zastrzykach (co wiąże się jednak z koniecznością wizyt w gabinecie).

Powodem zakłóceń w komunikacji może być także brak jasnych komunikatów ze strony lekarza weterynarii. Zwykle starają się oni wytłumaczyć, jak będzie przebiegać diagnostyka i leczenie, ale zdarza im się używać skrótów myślowych lub medycznych sformułowań, które nie muszą być jasne dla opiekuna. W takim przypadku należy powiedzieć swojemu lekarzowi weterynarii, że czegoś nie rozumiesz lub powiedz, że nie możesz lub nie umiesz wykonać przekazanych przez niego instrukcji. Naprawdę istotne jest, by metody lekarza spotkały się z Twoimi potrzebami, ograniczeniami czasowymi lub finansowymi. Tylko tak Twój zwierzak będzie znów zdrowy, a Ty szczęśliwy.

Czy ten artykuł był dla Ciebie pomocny?
Oceń
Dla 0,0% czytelników artykuł okazał się być pomocny