Fibi zniknęła bez śladu. Wróciła dopiero po miesiącach i wybrała niezwykły dzień

Fibi to drobna suczka, która od początku zaskakiwała swoją inteligencją. Niestety pewnego dnia jej właścicielka Jola zauważyła, że jej sunia zniknęła bez śladu. Kobieta przez wiele miesięcy rozwieszała ogłoszenia i pytała przypadkowych ludzi. Kiedy zaczęła już tracić nadzieję na powrót ukochanego psa, Fibi sama wróciła, i to dokładnie w dniu, który był dla rodziny datą najważniejszą w roku.
- Zagubienie psa – niewyjaśniona zagadka zniknięcia
- Próby poszukiwań Fibi – każdy telefon był nadzieją, ale nie przynosił rozwiązania
- Mijał czas – słabnące nadzieje na odnalezienie pupila
- Niesamowity powrót – w dniu najważniejszym dla rodziny
- Gdy skończyła się nadzieja – przyszło upragnione powitanie
Zagubienie psa – niewyjaśniona zagadka zniknięcia
Jola mieszka z mężem i trójką dzieci w niewielkiej miejscowości na Mazowszu. Fibi miała do dyspozycji duży ogród, w którym lubiła spędzać popołudnia. Pojawiła się w domu trzy lata wcześniej jako niepozorny szczeniak. Suczka szybko stała się ulubienicą dzieci i członkiem rodziny.
Fibi od zawsze uwielbiała być blisko rodziny. Towarzyszyła dzieciom podczas zabaw w ogrodzie i cierpliwie czekała przy furtce na powrót Joli z pracy. Wieczory i noce spędzała z rodziną w domu, a rano budziła domowników wskakiwaniem na łóżka i radosnym merdaniem ogona.
Rodzinie wydawało się, że podwórko jest dobrze zabezpieczone, a Fibi nigdy nie oddali się od domu. Jednak pewnego popołudnia wszystko się zmieniło. Jola wypuściła Fibi na ogród i wróciła do domu po szelki i smycz. Zanim zdążyła wrócić, Fibi już nigdzie nie było.
Próby poszukiwań Fibi – każdy telefon był nadzieją, ale nie przynosił rozwiązania
W pierwszej chwili Jola nie wiedziała co się dzieje. Zaczęła szukać Fibi po całym podwórku, ale tej nigdzie nie było. Następnie kobieta wybiegła na chodnik, ale tam też nie było śladu po Fibi. Furtka była uchylona, chociaż Jola była pewna, że wcześniej pozostawała zamknięta, rodzina zawsze bardzo tego pilnowała.
Jola zaczęła przeszukiwać okolice, ale kolejne godziny poszukiwań nie dawały żadnego efektu. Rodzina zaczęła drukować ogłoszenia i publikowała zdjęcia Fibi na lokalnych grupach społecznościowych. Z czasem w akcje poszukiwania suni zaangażowali się również sąsiedzi.
Kilka razy Jola drżącymi rękami odbierała połączenie z nieznanego numeru. Za każdym razem miała nadzieję, że ktoś poinformuje ją o znalezieniu Fibi. Jednego razu ktoś powiedział nawet, że widział podobnego psa w pobliżu stacji paliw. Kobieta natychmiast pojechała na miejsce, ale szybko okazało się, że to zupełnie inny pies, który w dodatku ma swojego właściciela.
Mijał czas – słabnące nadzieje na odnalezienie pupila
Minęło kilka miesięcy, a cała rodzina zaczęła tracić nadzieję na odnalezienie Fibi. Nadchodziła zima, a wraz z nią pierwsze przymrozki. Jola przyznała, że w tamtym czasie dopadały ją myśli o tym, że Fibi już nie żyje. Rodzina powoli zaczęła godzić się ze stratą ukochanego pupila, a akcja poszukiwawcza właściwie dobiegła końca.
Mimo gasnących nadziei, nikt z rodziny nie zdecydował się na schowanie legowiska ani zabawek Fibi. Wszystkie jej akcesoria stały dokładnie tam gdzie wcześniej. W korytarzu nadal stała miska na wodę, a Jola kilka razy złapała się na tym, że odruchowo ją napełniła i słuchała stukotu pazurków na panelach.
Po kilku miesiącach dzieci nie pytały już tak często o Fibi i powoli odnajdywały się w nowej rzeczywistości. Czasem ktoś wspomniał jej imię, ale zaraz potem następowała cisza. W domu przez cały czas brakowało obecności towarzysza, który przez lata był ważną częścią codzienności całej rodziny.
Niesamowity powrót – w dniu najważniejszym dla rodziny
Tamtego dnia myśli całej rodziny krążyły wokół jednego, wyjątkowego wydarzenia. Rodzice Joli obchodzili właśnie czterdziestą rocznicę ślubu i zorganizowali małe przyjęcie. Rodzina miała spotkać się w rodzinnym domu i spędzić wspólnie cały weekend.
Dzieci były już prawie gotowe, a Jola kończyła pakować rzeczy do auta. I właśnie wtedy rozległo się ciche szczekanie. Z początku nikt nie zwrócił na nie uwagi. W okolicy mieszkało wiele psów, a głos szczekania należał do codzienności osiedla. Jednak po chwili do Joli dotarło to, że dźwięk szczekania wydaje się dziwnie znajomy.
Mąż Joli, Kuba spojrzał przez okno i zamarł. Przy furtce siedział wychudzony, brudny pies. Mężczyzna wybiegł z domu tak szybko jak potrafił, jednocześnie potrącając stojące w przedpokoju krzesło. Okazało się, że była to ona. Zziębnięta i lekko wystraszona Fibi wyczekiwała pod zamkniętą furtką.

Gdy skończyła się nadzieja – przyszło upragnione powitanie
Fibi wyglądała na zmęczoną, była wyraźnie wychudzona i przypominała cień samej siebie sprzed miesięcy. Jola rozpłakała się na jej widok i natychmiast zadzwoniła do kliniki weterynaryjnej. Na szczęście okazało się, że Fibi nie dolega nic poważnego i nie wymaga leczenia.
Rodzina wspomina, że pojawiła się na uroczystości rodzinnej z dużym opóźnieniem, ale i z ważnym powodem. Rodzice Joli zawsze uwielbiali Fibi i jej radosne usposobieniem. Jola wspomina, że odnalezienie Fibi właśnie w tym dniu było dla wszystkich dodatkowym prezentem, którego nikt się nie spodziewał.
Do tej pory nie wiadomo, kto uchylił furtkę i jak Fibi opuściła podwórko. Jola podejrzewa, że ktoś musiał ją zabrać i przetrzymywać przez kilka miesięcy. Być może Fibi uciekła i długo szukała drogi do domu, a może ktoś po prostu się nią znudził i wypuścił. Jedno jest pewne, Jola już nie zostawia Fibi nawet na chwile samej na podwórku, a furtka została dodatkowo zabezpieczona przed otwieraniem przez osoby postronne.