Słyszał, że wygląda staro i brzydko. Smutny los Stefka, którego nikt nie chciał adoptować

Wielu pracowników schronisk potwierdza, że psy o mniej atrakcyjnym wyglądzie mają znacznie mniejsze szanse na adopcje. Tak było także w przypadku Stefka, którego wiele osób określało mianem brzydkiego. Jego los zmienił się dopiero po kilku miesiącach, gdy do schroniska przyszła Basia.
- Pies, którego nikt nie wybierał ze względu na wygląd
- Niespodziewana adopcja psa, która zmieniła wszystko
- Pies, który pokazał swoje możliwości dopiero po opuszczeniu schroniska
Pies, którego nikt nie wybierał ze względu na wygląd
Wolontariusze działający w schronisku dobrze znali historię Stefka. Pies trafił do nich po interwencji w opuszczonym gospodarstwie. Żył tam przez pewien czas niemal bez opieki. Był zdrowy, spokojny i łagodny, ale jego wygląd niczym się nie wyróżniał. Co więcej, pies miał bliznę, która prawdopodobnie pozostała po starym urazie zadanym przez człowieka.
Pies dostał na imię Stefek i niczym nie przypominał psów widywanych na instagramowych profilach celebrytów. Był zwykłym, niewyróżniającym się niczym pupilem, a jego największym atutem był przyjazny charakter. Stefek nigdy nie zwątpił w człowieka, pomimo, że prawdopodobnie doznał od ludzi wiele krzywd.
Po kilku miesiącach Stefek przyzwyczaił się już do życia w schronisku. Niektóre psy z jego boksu znajdowały nowe domy, inne dopiero do niego trafiały. Wolontariusze niejednokrotnie słyszeli, że Stefek wygląda staro. Mimo tego Stefek zawsze witał odwiedzających z nadzieją, lekko merdając ogonem.
Niespodziewana adopcja psa, która zmieniła wszystko
Pewnego popołudnia do schroniska przyjechała Basia. Jak sama przyznaje, nie była do końca pewna, czy adoptuje psa. Po odejściu jej wieloletniego, czworonożnego przyjaciela nie wiedziała, czy jest gotowa na kolejne zwierzę. Mimo tego coś ciągnęło ją do odwiedzenia schroniska.
Basia opowiada, że tamtego dnia spacerowała między boksami i obserwowała różne psy. Niektóre były radosne, inne wycofane. Jednak, gdy tylko zobaczyła merdającego nieśmiało Stefka, ten natychmiast zwrócił jej uwagę. Stefek nie podbiegał, nie był głośny ani nachalny, był po prostu sobą, małym, łagodnym psem, który zdawał się zlewać z otoczeniem.
Dziś Basia z nostalgią wspomina pierwsze spotkanie ze Stefkiem. Mówi, że od początku poczuła chęć zabrania go do domu. Nie zdecydowała się od razu, ale po wizycie w schronisku nie mogła o nim zapomnieć. Już kilka dni później Stefek znalazł się w jej domu i został w nim na stałe.

Pies, który pokazał swoje możliwości dopiero po opuszczeniu schroniska
Przyjaźń Stefka i Basi nie była nagła i zawsze pozytywna. Z początku Stefek był mocno zdezorientowany nowym otoczeniem. Basia miała wrażenie, że pupil nie rozumie, jak to możliwe, że ktoś poświęca mu tyle uwagi.
Po tygodniu Stefek obdarzył Basie znacznie większym zaufaniem, a po miesiącu już nie odstępował jej na krok. Okazało się, że Stefek kocha piszczące zabawki. Każdego ranka przynosi Basi pluszową piłkę i cierpliwie czeka na wspólną zabawę. Co więcej, Stefek jest też psem, który nie sprawia żadnych problemów na spacerach. Obecnie ma nawet swoich osiedlowych „kolegów”, z którymi lubi biegać po parku.
Basia mówi, że niektórzy znajomi twierdzą, że uratowała psa. Jednak ona sama twierdzi, że to właśnie Stefek przywrócił jej radość i motywacje do codziennych spacerów. Teraz znowu ma poczucie, że posiada najwspanialszego przyjaciela pod słońcem. I choć Stefek nie przypomina instagramowych psów, zdaniem Basi jest najpiękniejszym zwierzakiem na świecie.