Adoptowali najstarszego psa ze schroniska. Nie spodziewali się, że zmieni całe ich życie

Kiedy Marta i Piotr zdecydowali się na adopcję psa ze schroniska, byli niemal pewni, że będzie to młody i energiczny zwierzak. Wtedy jeszcze nie przypuszczali, że gdy tylko spojrzą w oczy starszego kundelka, postanowią zabrać go do domu. Jednak tak właśnie się stało, a Portos okazał się towarzyszem, którego tak potrzebowali.
- Plan adopcji psa ze schroniska – miał być młody zwierzak, adoptowali najstarszego psa
- Portos stracił właściciela – po pobycie w schronisku trafił do nowej rodziny
- Starszy pies w nowym domu – trudne początki i piękna historia
Plan adopcji psa ze schroniska – miał być młody zwierzak, adoptowali najstarszego psa
Decyzja o adopcji psa ze schroniska nie była nagła ani spontaniczna, a wręcz przeciwnie. Rodzina długo analizowała wszystkie za i przeciw. 15 letnia Zosia i 10 letni Bartek regularnie pokazywali zdjęcia szczeniaków znalezionych w internecie. W ich wyobrażeniu nowy pupil miał być energiczny i zawsze chętny do zabawy.
Plan Marty i Piotra był podobny. Po długich debatach postanowili w końcu pójść do schroniska i wybrać sobie ukochanego psa. Marta wspomina, że do schroniska poszli sami bez dzieci. Wiedzieli, że Zosia i Bartek najchętniej zabraliby ze sobą przynajmniej kilka psów i najprawdopodobniej pokłóciliby się o wybór tego jedynego pupila.
Piotr z uśmiechem przypomina sobie, że był pewny, że wróci do domu z młodym psem w typie labradora. Jednak rzeczywistość zastana w schronisku całkowicie zmieniła te wyobrażenia. Małżeństwo przechodziło przez alejkę i oglądało psy. Jedne były mocno wystraszone, inne z nadzieją podchodziły do ogrodzeń.
Był też jeden pies, który leżał przy ogrodzeniu i spoglądał na nich oczami pełnymi zmęczenia i zrezygnowania. Pies wyglądał, jakby dużo już w życiu przeszedł. Jego ciało lekko się trzęsło, a siwy pysk wskazywał na sędziwy wiek. Piotr wspomina, że wolontariusz powiedział, że to najprawdopodobniej najstarszy pies w schronisku i nikt się nim nigdy nie zainteresował.
Portos stracił właściciela – po pobycie w schronisku trafił do nowej rodziny
Wolontariusz wyjaśnił, że pies ma już kilkanaście lat i trafił do schroniska po śmierci właściciela. Rodzina mężczyzny nie chciała przejąć zwierzęcia, a sam Portos przebywał już w schronisku od około roku. Przez ten czas nikt nie pytał o adopcję i nikt nie zwrócił na niego uwagi.
Marta i Piotr byli szczerze poruszeni historią Portosa. Pomimo, że szukali młodego szczeniaka, zaczęli rozważać adopcję psa, który teoretycznie nie miał szans na opuszczenie schroniska. Marta postanowiła poznać bliżej Portosa. Gdy ten położył pyszczek na jej dłoni, wszystko stało się dla niej jasne.
Tego samego wieczoru Portos trafił do nowego domu. Nie był energiczny, radosny ani żywiołowy, tak jak wyobrażały sobie to dzieci, jednak miał w sobie coś, co całkowicie rozczuliło serca Marty i Piotra.

Starszy pies w nowym domu – trudne początki i piękna historia
Portos podchodził do sytuacji z dużą nieufnością. Wyglądało na to, jakby nie wierzył, że jeszcze będzie miał normalny dom. Zosia i Bartek przywitali go z zachwytem, ale i z lekkim zdziwieniem. Spodziewali się młodego szczeniaka, a Portos nijak nie wpisywał się w te wyobrażenia.
Początkowo Portos chował się pod stołem i przesypiał większość dnia. Jadł bardzo mało i reagował lękiem na każdy głośniejszy dźwięk. Jednak po kilku dniach nabrał więcej pewności siebie. Cała rodzina wiedziała, że należy dać mu swobodę i nie zmuszać do ciągłej interakcji.
Po pewnym czasie pies zaadaptował się w nowym domu. Ze względu na jego wiek, nie było mowy o intensywnych zabawach, ani o długich spacerach. Jednak Portos dał rodzinie coś znacznie lepszego. Najbardziej przywiązał się do Zosi, która, jak się później okazało, była wyśmiewana w szkole i bardzo się tym przejmowała. Dziewczynka traktowała go jak swojego powiernika, a ten potrafił spędzać godzinami wtulony w jej kolana.
Zosia znalazła się pod opieką psychologa, który przyznał, że obecność psa ma na nią bardzo dobry wpływ. To właśnie Portos był jej pierwszym powiernikiem, któremu zwierzała się z największych problemów. Jego spokojna, cicha obecność wystarczyła, aby rodzina zaczęła spędzać więcej czasu razem, a zamiast komputera, wybierała wspólne spotkania w salonie.