Policja wkroczyła do polskiego zoo. Pięć osób zatrzymanych, zwierzęta wywożone z ogrodu

Napięcie, protesty mieszkańców, interwencja policji oraz prokuratury i ewakuacja części egzotycznych czworonogów. 13 i 14 października prywatne ZOO Łączna koło Mieroszowa (woj. dolnośląskie) stało się areną jednej z najbardziej dramatycznych akcji służb w historii polskich ogrodów zoologicznych. Prowadzone pod nadzorem Prokuratury Okręgowej w Świdnicy śledztwo dotyczy podejrzenia znęcania się nad zwierzętami i trzymania ich w niewłaściwych warunkach.
Wielomiesięczne przygotowania do akcji
Organy ścigania, funkcjonariusze policji, biegli z zakresu weterynarii oraz przedstawiciele organizacji prozwierzęcych weszli na teren ogrodu we wtorek we wczesnych godzinach porannych. Jak poinformował rzecznik Prokuratury Okręgowej w Świdnicy, prok. Mariusz Pindera, do dyspozycji śledczych zatrzymano pięć osób powiązanych z prowadzeniem placówki, w tym współwłaściciela ogrodu.
Działania służb nie były jednak nagłą decyzją. Śledztwo w sprawie domniemanych nieprawidłowości – wszczęte na wniosek organizacji pozarządowych zarzucających władzom zoo niedożywianie zwierząt oraz brak należytej opieki weterynaryjnej – trwało od maja 2026 roku. Jak ujawniają śledczy, kilkumiesięczne przygotowania wynikały z konieczności precyzyjnego zaplanowania bezpiecznego transportu i znalezienia odpowiednich miejsc docelowych dla kilkudziesięciu przedstawicieli egzotycznej fauny, wśród których znajdują się m.in. wielkie koty, małpy czy kopytne.
Protesty i oskarżenia o „farsę”
Wywóz zwierząt spotkał się z natychmiastową, żywiołową reakcją właścicieli, pracowników oraz części lokalnej społeczności. Przed bramą ogrodu zebrali się sympatycy placówki, którzy blokowali wyjazd pojazdów transportowych, podważając zasadność i profesjonalizm prowadzonej akcji.
Właściciel zoo, Marcin Nowaczyk, wydał emocjonalne oświadczenie w mediach społecznościowych, stanowczo odrzucając zarzuty o znęcanie się nad podopiecznymi. Przedstawiciele zoo podkreślają, że posiadają pełną dokumentację weterynaryjną, a sposób przeprowadzenia interwencji – bez wcześniejszego przedstawienia formalnych zarzutów – uznali za nieproporcjonalny i krzywdzący. W mediach społecznościowych pojawiły się również zarzuty ze strony pracowników, że zwierzęta przygotowywane do kilkugodzinnego transportu nie otrzymały na czas wody i pokarmu, czemu stanowczo zaprzeczają służby.
Co dalej z ogrodem?
Sprawa wywołała falę spekulacji, w tym niepokojące pogłoski o planowanym uboju zwierząt kopytnych czy całkowitej likwidacji placówki. W środę, 14 października, prokuratura stanowczo zdementowała te doniesienia.
Prokurator Mariusz Pindera podkreślił, że celem śledztwa nie jest automatyczna likwidacja ogrodu, a zabezpieczone zwierzęta nadal pozostają formalnie własnością zoo i trafiają do sprawdzonych, wytypowanych ośrodków wyłącznie w celu zabezpieczenia ich dobrostanu na czas postępowania. Decyzje o tym, które osobniki muszą opuścić Łączną, podejmują uczestniczący w czynnościach lekarze weterynarii.
Najbliższe dni przyniosą rozstrzygnięcia co do ewentualnych zarzutów procesowych dla zatrzymanych osób oraz pokażą, jak potoczą się dalsze losy jednego z najbardziej znanych obiektów turystycznych w regionie wałbrzyskim.