Nikt w polskiej przyrodzie nie potrafi się przed nimi obronić. Gwałtowna ekspansja tych obcych gatunków w Polsce przeraża ekspertów

Gwałtowny wzrost populacji szopa pracza oraz jenota w polskich lasach i dolinach rzecznych stwarza coraz większe zagrożenie dla rodzimej fauny. Przyrodnicy i leśnicy ostrzegają przed skutkami rosnącej presji, jaką te obce gatunki wywierają na lokalne ekosystemy.
Zagrożenie z Ameryki i Azji
Zarówno pochodzący z Ameryki Północnej szop pracz, jak i azjatycki jenot zostały sprowadzone do Europy przez człowieka i znakomicie zaadaptowały się do miejscowych warunków klimatycznych. Ich wysoka inteligencja, szerokie menu oraz doskonałe zdolności pływackie i wspinaczkowe sprawiają, że bez trudu opanowują kolejne obszary, od dolin rzecznych po kompleksy leśne i obrzeża miast.
W polskim środowisku naturalnym drapieżniki te praktycznie nie mają wrogów, którzy mogliby skutecznie ograniczać ich liczebność. W efekcie ich populacje rosną w tempie geometrycznym, co prowadzi do zaburzenia dotychczasowej równowagi w ekosystemach i wypierania rodzimych gatunków ssaków drapieżnych, takich na przykład borsuki czy wydry.
Oficjalnie inwazyjne
Eksperci wskazują, że wyżej wymienione ssaki stanowią zagrożenie dla wielu gatunków ptaków gniazdujących na ziemi oraz w dziuplach. Szopy pracze ze względu na swoją sprawność z łatwością plądrują gniazda w koronach drzew i na wyspach rzecznych, niszcząc jaja i zabijając pisklęta, co doprowadziło już do znacznego spadku liczebności m.in. czapli i ptaków siewkowatych.
Oprócz szkód w środowisku zwierzęta te wykazują duży potencjał przenoszenia niebezpiecznych pasożytów oraz chorób zakaźnych, w tym wścieklizny i bąblowicy. Służby ochrony przyrody przypominają, że szop pracz i jenot mają oficjalny status Inwazyjnych Gatunków Obcych (IGO), co wiąże się z prawnym zakazem ich przetrzymywania, hodowli, sprzedaży oraz przede wszystkim wypuszczania do środowiska naturalnego.