Adoptowali psa ze schroniska i po tygodniu go oddali. Co poszło nie tak?

„Wiem, że podjęliśmy dobrą decyzję… ale doprowadza mnie do szału, że wciąż muszę się z niej tłumaczyć każdemu!” – mówi Asia. – „Ludzie patrzą na nas, jakbyśmy zrobili coś okropnego, a przecież to my zostaliśmy wprowadzeni w błąd przez pracowników schroniska. Po zaledwie kilku dniach pies znów tam trafił, a ja czuję, że to koniec – nigdy więcej nie wezmę do domu żadnego zwierzaka. Chyba że będzie z renomowanej hodowli!”
- Adopcja Majki: spełnione marzenie Asi i Marka
- Pierwsze problemy po adopcji Majki
- Gdy pies nie radzi sobie z samotnością
- Oddali psa po tygodniu. „Wszyscy krytykują”
Adopcja Majki: spełnione marzenie Asi i Marka
Asia i jej mąż Marek od dawna marzyli o psie. Dla niej było to szczególnie ważne, bo w rodzinnym domu zwierzęta były czymś zupełnie naturalnym. Dlatego niedługo po przeprowadzce do nowego mieszkania uznali, że nie ma na co czekać: przygarniamy psa. Zamiast kupować szczeniaka z hodowli, postawili na adopcję i zaczęli szukać czworonoga, który od dawna czekał na swoją rodzinę w schronisku.
„Wydawało nam się, że to najrozsądniejsza opcja. Tyle psów jest bez domu i potrzebuje kogoś, kto da im bezpieczeństwo. Miałam poczucie, że będziemy dobrymi opiekunami, bo przecież wychowałam się z psami. Najbardziej kochałam Szarika — mieszańca, trochę podobnego do owczarka niemieckiego, tylko mniejszego, ale z wyraźnie ‘owczarkowymi’ cechami. Był cudowny: łasił się, przytulał, umiał różne sztuczki. Pomyśleliśmy, że spróbujemy znaleźć psa w podobnym typie” – wspomina Asia.
Marek podkreśla, że nie była to decyzja podjęta z dnia na dzień. Przez dłuższy czas szukali psa, który będzie do nich pasował. Odwiedzili dwa schroniska w okolicy, poznawali różne psy i regularnie wychodzili z nimi na spacery, żeby zobaczyć, jak zachowują się poza kojcem. Ostatecznie ich serca skradła Majka — suczka bardzo podobna do psa z dzieciństwa Asi. „Na spacerach była przeurocza, spokojna, jakby od razu wiedziała, że może nam zaufać. Wolontariuszka, która się nią opiekowała, mówiła, że ma łagodny charakter i nie sprawia problemów. Kiedy pojechaliśmy ją odebrać, czuliśmy się naprawdę szczęśliwi”.
Pierwsze problemy po adopcji Majki
Szybko wyszło na jaw, że euforia Asi i Marka nie potrwała długo. Już pierwszej nocy Majka długo wyła i szczekała, a oni nie potrafili jej uspokoić. Choć zabrali ją na spacer – i tak załatwiła się w domu. Sam spacer również okazał się daleki od przyjemności. „Majka szarpała i biegała, na początku była bardzo pobudzona, a po chwili nie chciała iść dalej ani wracać do domu. Szczekała też na mijane psy i ruszyła za rowerzystą, co kompletnie mnie zaskoczyło, przez co pociągnęła mnie do przodu” – opowiada Marek.
Kolejnego poranka zadzwoniła do nich wolontariuszka ze schroniska, a oni opisali jej wszystkie problemy z Majką. Uspokoiła ich, że na starcie to częste, bo pies potrzebuje czasu, żeby oswoić się z nowym miejscem, i że z biegiem dni powinno być lepiej. Postanowili więc się nie zrażać i dali Majce trochę przestrzeni oraz czasu.
Gdy pies nie radzi sobie z samotnością
Z każdym kolejnym dniem było tylko gorzej: „Majka prawie przestała jeść, w nocy szczekała, a na spacerach albo ciągnęła jak szalona, albo nagle zamierała i nie chciała zrobić kroku” – wspomina Asia. – „Obszczekiwała psy sąsiadów i wystraszyła dziecko na rowerku. Nie miała też ochoty na zabawę. Omijała zabawki i gryzaki, a kiedy byliśmy w domu, chowała się za kanapą i potrafiła siedzieć tam godzinami”.
Pierwsze trzy dni Asia miała wolne, więc spędzała z Majką cały czas w domu. Potem musiała wrócić do pracy, a suczka zostawała sama mniej więcej na 6 godzin – tak wyglądał grafik Marka i Asi. Gdy mężczyzna wrócił, już w progu wdepnął w kałużę, a drzwi były dosłownie poorane pazurami od góry do dołu.
„No i to podjadanie…” – skarżyła się Asia. – „Majka nie chciała ruszyć karmy z miski, za to wskakiwała na stół albo na blat i wyjadała z naszych talerzy! Raz porwała gorący kotlet prosto z patelni i się poparzyła”. Oboje byli coraz bardziej zrezygnowani i zwyczajnie wykończeni.
„Spacery to był koszmar, a w nocy Majka szczekała. Nie wiem, kiedy ona w ogóle odpoczywała, bo całymi dniami drapała w drzwi i piszczała – przynajmniej tak mówią sąsiedzi. Kompletnie nie umieliśmy sobie z nią poradzić!” – mówi Marek. – „Marzył nam się dorosły, spokojny pies, który będzie naszym towarzyszem, poleży na kanapie i pobawi się z nami, a zamiast tego mieliśmy ciągły problem.”
Oddali psa po tygodniu. „Wszyscy krytykują”
Majka spędziła u nich równo tydzień. Potem para postanowiła odwieźć ją z powrotem do schroniska. „Z dnia na dzień byliśmy coraz bardziej zmęczeni i rozdrażnieni, ja sama chodziłam jak na szpilkach, przez co zaczęliśmy też kłócić się między sobą” – relacjonuje Asia. – „W końcu uznaliśmy, że to nie ma sensu, bo męczymy się my, a razem z nami męczy się Majka.”
Na miejscu nie spotkali się z życzliwym przyjęciem. Opiekunka, z którą wcześniej omawiali formalności adopcyjne, próbowała ich namówić, żeby jednak się nie wycofywali. Asia nie ukrywa żalu: „Ta opiekunka patrzyła na nas, jakbyśmy zrobili coś złego. Sąsiedzi i rodzina też dopytują, co z psem, i zachowują się, jakbyśmy byli bez serca. Wszyscy nas oceniają, a przecież to my zostaliśmy wprowadzeni w błąd! W schronisku usłyszeliśmy, że to spokojny, przyjazny piesek, a rzeczywistość wyglądała inaczej!”
Dziś kobieta jest pewna, że nie zdecyduje się już na kolejnego psa. Zwłaszcza na adopcję ze schroniska. „Oddanie Majki było jedyną decyzją, jaką mogliśmy podjąć. Naprawdę” – podkreśla.